o nas

Nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt, znam takie domy, jest w nich czysto, piasek nie zgrzyta od nogami, nie przyczepa się sierść do ubrania, ale wydają mi się jakieś puste, niepełne, nawet smutne.

W moim rodzinnym domu zawsze były psy. Wychowywały, pilnowały, pocieszały, służyły za konika, łóżeczko, dzieliły się jedzeniem i zabawkami. Role mojej niańki pełniła suka owczarka niemieckiego, potem owczarek szkocki colie. Cała rodzina była zapsiona - wyżły, springer spaniel, bernardynka, bokserka, jamnik długowłosy, rzesze kundelków. Potem dorosłość, pierwsze własne mieszkanie poprzedzone wizytą w oruńskim schronisku po psa, piękną wilkowatą czarną sukę Azę, potem pinczer miniatura - miłość mego życia Buba, chiński grzywacz Besi, córka Azy, urodzona w łóżku mojej córki - Yuka, przygarnięte kundelki, tymczasy, którym znajdowaliśmy dom...

Psy, koty, żółw, szczurki, fretki - żyły z nami, dorastały, a w końcu odchodziły za Tęczowy Most. Odeszła Aza, Buba, postarzała się Yuka, nadszedł czas na decyzję jaki teraz z nami zamieszka psiak. Miał być spory, ale mieszczący się w łóżku, łagodny, ale dający poczucie bezpieczeństwa, aktywny, ale nie hiper pracuś, stróż, ale mieszkający w domu, kochający wodę, akceptujący inne zwierzęta, zmuszający nas do aktywnego wypoczynku, no i oryginalny, nie zniszczony modą. Przeglądaliśmy internet, książki, pisma, wpadł nam w oko owczarek holenderski, takiego jeszcze w Polsce nie widzieliśmy, wygrał snobizm! Zapadła decyzja, poparta zdaniem córki: "Mamo, ja wyjeżdżam na studia, musisz mieć dużego psa" (o kobieca logiko!). No więc staramy się o holendra, ale skąd? Oczywiście z Holandii! Holender ma być jak najbardziej holenderski. Zaczęły się poszukiwania hodowli, ale ja w tu w Polsce, a hodowle tam i niekoniecznie chcą sprzedać szczeniaka tak daleko. Moja nieoceniona przyjaciółka Asia z Amsterdamu znalazła hodowlę zgadzającą się sprzedać szczeniaka do Polski, zaczęło się dokładne sprawdzanie mojego domu (Asia jeździła do hodowców i ręczyła własną głową, że piesek trafi w dobre ręce), potem czekanie na krycie, na poród. Chciałam z innego krycia, od Cindy, zadecydowano tam w Holandii, że dostanę po Eelke. Nie miałam prawa wyboru szczeniaka, a marzyły mi się złote medale, moje obawy budziły odpowiedzi hodowców - "wszystko jedno, jakiego psa mi wybiorą, bo w Polsce i tak się na nich nikt nie zna". Bałam się, że dostanę peta :) Potem, już osobiście wyjaśnili, że moje supozycje były co najmniej nie na miejscu, ponieważ wszystkie hodowane przez nich psy, jeśli są wystawiane to z sukcesami. Asia, ta szczęściara, trafiła do jednej z lepszych hodowli, zaangażowanej od wielu lat w zachowanie i popularyzację rzadkiej nawet we własnej ojczyźnie rasy oraz dbającej o wygląd i charakter psiaków. Hodowla s'-Gravenschans. Tak więc, nie miałam wpływu na wybór pieska, natomiast miałam prawo wyboru imienia i tu już zaczęły się komplikacje, imię na I... hm... cała rodzina była zaangażowana, myśleliśmy tak długo, aż nic nie wymyśliliśmy. Zniecierpliwieni naszym niezdecydowaniem hodowcy nadali "mojej" suczce holenderskie imię Itske, co potem już w Polsce zostało przerobione na Icuś lub Ic. Suka więc nosi po polsku gramatycznie męskie imię :), a jej oryginalne jest trudne dla Polaków do wymówienia.

Psiaki z krycia Co v.d. Molengors i Eelke v.d. s'- Gravrnschans urodziły się 16 kwietnia 2007 r. Data ta ostatecznie przekonała mojego męża, że to wymarzony pies dla nas, Piotr też urodził się 16 kwietnia! W sierpniu pojechaliśmy do Holandii po naszego kolejnego domownika i tak w końcu zamieszkała z nami złoto pręgowana "hiena" Itske v.d. S-Gravenschanas.

Podroż z Amsterdamu do swego nowego domu pod Gdańskiem zniosła dzielnie i grzecznie, zachwycając nas swoją wesołością, opanowaniem i cierpliwością. Ha... dobre złego początki! Po kilku tygodniach płakałam rzewnymi łzami tęskniąc za spokojem, wieczorami z książką, a tu... nadaktywność (tak mi się wtedy wydawało :)), wieczna potrzeba ruchu i zajęcia: "ooo, pijesz herbatkę? Napiję się z Tobą, ojej rozlałam Ci herbatkę, to zrobimy razem nową, stukasz tu sobie coś? Postukam z Tobą, a teraz zjem Ci pasek od spodni, nie? A to nic rozrzucimy drewno do kominka, i pobawimy się z kotem w polowanie". Półdiablę weneckie angażowało cały nasz czas i energię. Przekonałam się na własnych skórzanych szpilkach, meblach, kocie, innych naszych psach, co to znaczy pies rasy pracującej. Po 4 godzinnym spacerze sunia pochłeptała wody, otrząsnęła się i pytała, kiedy wreszcie coś zacznie się dziać? "Droga Pani - nudzi mi się"! Wykończyła kondycyjnie psy wszystkich naszych znajomych, a ja masowo wykupywałam ze sklepów psie zabawki oraz buty sportowe dla siebie.

Poszukiwaliśmy sposobów na opanowanie i ukierunkowanie psiej energii oraz rozwinięcie rozlicznych (a jakże :)) talentów psicy, najpierw szkolenia - Hauward, Canac, świetny obóz organizowany przez DOGandRoll.

Równolegle rozpoczęliśmy przygodę z agility. W Gdańsku Ula Grzegorzewska zaczęła organizację pierwszego klubu Baltic Agility Team. Itske ma talent do agility, niestety nie ma go jej przewodniczka, która biednemu psu wmawia, że aby przeskoczyć przeszkodę z lewej strony trzeba pobiec w prawo, więc agility uprawiamy tylko rekreacyjnie. Potem obedience, tutaj przewodniczka wykazała się już większym talentem i po dwumiesięcznym kursie zorganizowanym przez Związek Kynologiczny oddział w Sopocie, a prowadzonym przez fantastyczną Edytę Jankowską suka na zawodach obedience klasa "O" zajęła II miejsce z 95 punktami, a potem? Ha, potem ahoj przygodo, Agnieszka Chojnowska i jej bearded colie Blues zachęcili nas do udziału w obozie pasterskim w magicznym Pastuszkowie, gospodarstwie agroturystycznym w Jesionce prowadzonym przez Olę Rosiak. Suka zobaczyła owce i oszalała ze szczęścia, my też, bo po treningu nie mieliśmy psa, tylko szczęśliwy zziajany dywanik, planujący kolejne wejścia do owieczek i strategie przechytrzenia wełnistych potworów i przewodnika :). Pod czujnym i fachowym okiem Tomka Pecolta i Oli ze ślepo wpatrzonego w przewodnika psa zaczął się robić samodzielnie podejmujący decyzje, coraz mniej oszalały na widok owiec, a bardziej zorganizowany pies pasterski. 23. lipca 2011 r. Itske uzyskała Certyfikat Herding Working Test FCI HWT

W międzyczasie realizowałam swoją pasję kolekcjonowania dzięki Itske złotych medali, tytułów zwycięzca rasy, najlepsza suka w rasie. Apogeum nastąpiło w Sopocie w 2009 r. Zwycięzca I Grupy, Gdyni w 2010 r. tak samo i znowu w Sopocie w 2010 r. na finałach I grupy II miejsce. W 2011 r. na krajowej wystawie w Holandii w Leeuwarden - Best of Breed. Sędzia z Holandii, na ringu holenderskie championy, a polski holender najlepszy!

Najpiękniejszy opis wystawowy otrzymaliśmy w Częstochowie - cytuję "same ochy i achy" Inne opisy podkreślają bardzo dobry ruch, zgryz, linię grzbietu, typową głowę, charakter... Bardzo szybko Itske zdobyła tytuł Młodzieżowego Championa i Championa Polski oraz tytuły Zwycięzcy Klubu.


Za nami też testy psychiczne, suce poszło świetnie, przewodniczka czyli ja, w opinii sędziego nie miałaby szans - na widok groźnie krzyczącego pozoranta usiłowałam uciec :)

Żeby lepiej zrozumieć swojego psa ukończyłam studia podyplomowe z psychologii zwierząt w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Pracę dyplomową pisałam oczywiście o owczarkach holenderskich. Dzisiaj napisałabym ją całkiem inaczej, wówczas wiedziałam, to co wiedziałam :)

Nasze życie zmieniło się, ze mnie robi się psi psycholog, na półce coraz więcej medali i pucharów, wakacje spędzamy na obozach pasterskich, niektóre weekendy ganiamy za lub przed owcami na seminariach i spotkaniach ze szkoleniowcami, starając się jak najlepiej wypaść w roli pastuszka lub pastereczki.

Oglądamy las o świcie i nocą, więcej jeździmy na rowerze i konno, pływamy, pasjami biegamy na spacery, wyrabiamy mięśnie przy frisby i szare komórki przy wymyślaniu zajęć dla psa.


W tej chwili mieszka z nami Funia (urocza blondynka z przytuliska w Łodzi), trójłapy Carmel ze schronoska w Warszawie (któremu daliśmy dom tymczasowy), 11 letnia trójkolorowa kocica Kicia, adopotowana tchórzofretka Lilian, oraz Maks kłusak rosyjski na emeryturze. A wszystkich nas zgarnia do gromadki, pilnuje i organizuje czas oraz usiłuje paść pręgowana hiena Itske.

Jeśli chcesz schudnąć (ja ok. 10 kg!), spędzać bardzo aktywnie czas (duuużo czasu) na świeżym powietrzu, kochasz pływanie z psem, bieganie z psem, jazdę na rowerze lub koniu z psem u boku, agility, obedience, tropienie, pasienie, dogtreking - to owczarek holenderski jest dla Ciebie.

Jeśli kochasz się rozwijać, poznawać nowych (zapsionych) ludzi, czytać książki o psach, zastanawiać się, jak jeszcze możesz rozwijać swojego psa - owczarek holenderski jest dla Ciebie

Jeśli kochasz spać ze swoim psem, potykać się o niego na każdym kroku, pić z nim herbatkę i najlepiej zabierać ze sobą do pracy (idealnie grzecznie spędzi pod Twoim biurkiem 8 godzin, udając, że go niema, pod warunkiem, ze trzymasz na nim nogi :) - owczarek holenderski jest dla Ciebie.

Jeśli umiesz opanować psi instynkt pogoni za zającami i sarnami, wytłumaczyć przechodniom, że wtykający w ich torby nos pies ma przyjazne zamiary, nie będziesz się przejmować uwagami, jaki ładny kundelek, albo co to za hiena? - owczarek holenderski jest dla Ciebie.

Jeśli przede wszystkim umiesz i chcesz pracować ze swoim psem, a nie tylko mieć psa - owczarek holenderski jest dla Ciebie.


Holender kocha pracę z człowiekiem, i taki rodzaj aktywności, który wymaga myślenia. Nie nadaje się do kojca, chociaż cierpliwie i bez demolowania domu będzie czekał na Twój powrót z pracy, potem jednak człowiek jest dla niego - ćwiczenia, zabawy, praca, zajęcia. Dobrze dogaduje się z innymi zwierzętami i fajnie, jak nie są jedynym psem w domu.

Holender to pies wszechstronny, ma swoje wady, któż ich nie ma, czasem mam dosyć, czasem, szczególnie jak za oknem leje, a w kominku pali się ogień, nie chce mi się iść skakać przez przeszkody, taplać się w błocie na wiejskich drogach, ale idę, wracam i kładę się przed kominkiem otulona przez śpiącą, zadowoloną z życia hienę i całą gromadę futrzaków :)

Copyright © 2011 Beata Zdrowowicz

Designed by: KAMVIS.COM